Rodacy, otwórzmy oczy. Piłka ręczna to nie tylko Sławomir Szmal, czy Karol Bielecki. To także, a może nawet przed wszystkim, okazy pokroju Mii Hundvin, dzięki którym ciężko się czasem odkleić od telewizora.
Najlepszy obok nich, a na pewno jeden z najbardziej estetycznych produktów eksportowych Norwegii, urodził się w Bergen dokładnie 30 lat temu. Mając w kraju Wikingów do wyboru jedynie grać black metal na chwałę Czarnego Księcia, albo uprawiać gry i zabawy ruchowe, na całe szczęście panna Hundvin wybrała to drugie. Zaczęła grać w piłkę ręczną w wieku 9 lat w lokalnym klubie Lrv-Ham, a trzy lata później przeniosła się do poważnej już norweskiej, szczypiorniczej firmy Tertnes. Z tą drużyną była z przerwami związana przez 10 lat.
Z młodej, utalentowanej i uroczej zawodniczki z czasem wyrosła coś takiego, obdarzonego dodatkowo atomowym rzutem z prawej ręki. Choć oglądając zdjęcia Mii, jestem pewien, że z uśmiechem patrzyłbym nawet na to, jak rzuca we mnie granatami ręcznymi.
»

Przedstawiliśmy już całe...

Ustalmy fakty - mowa tu o...

Wczoraj, podczas męskiego...

W komentarzach pod naszym...

Rozebrała się Ashley...

Ciągle odliczamy dni do...

Nadchodzi dzień, na który...


Skoro już naukowcy odkryli...

Ireneusz Jeleń strzelił...

W zasadzie można się było...

Grecy pod destrukcyjnym...

Odciążona brakiem Diego...

Zobaczcie, co zrobił gracz...

Trafianie rywala piłką w...