Dwie bramki, jedna piłka, jedna Mia Hundvin
Rodacy, otwórzmy oczy. Piłka ręczna to nie tylko Sławomir Szmal, czy Karol Bielecki. To także, a może nawet przed wszystkim, okazy pokroju Mii Hundvin, dzięki którym ciężko się czasem odkleić od telewizora.
Najlepszy obok nich, a na pewno jeden z najbardziej estetycznych produktów eksportowych Norwegii, urodził się w Bergen dokładnie 30 lat temu. Mając w kraju Wikingów do wyboru jedynie grać black metal na chwałę Czarnego Księcia, albo uprawiać gry i zabawy ruchowe, na całe szczęście panna Hundvin wybrała to drugie. Zaczęła grać w piłkę ręczną w wieku 9 lat w lokalnym klubie Lrv-Ham, a trzy lata później przeniosła się do poważnej już norweskiej, szczypiorniczej firmy Tertnes. Z tą drużyną była z przerwami związana przez 10 lat.
Z młodej, utalentowanej i uroczej zawodniczki z czasem wyrosła coś takiego, obdarzonego dodatkowo atomowym rzutem z prawej ręki. Choć oglądając zdjęcia Mii, jestem pewien, że z uśmiechem patrzyłbym nawet na to, jak rzuca we mnie granatami ręcznymi.
Nie samą urodą jednak Hundvin ciągnęła swą karierę. Nie tylko świetnie grała w klubie, ale w 98 z kadrą swojego kraju zdobyła złoty medal mistrzostw Europy. W tym samym roku wybrano ją również najseksowniejszą kobietą Norwegii. Jeżeli nasza planeta nazywa się Norwegia, wszystko się zgadza. 12 miesięcy później dzielne córy Eryka, Svena i Gunnara sięgnęły po czempionat globu, a o Hunvind zrobiło się głośno po tym, jak wdała się w romans z duńską szczypiornistką Camillą Andersen. Niedługo po tym obie panie zalegalizowały swój związek, co zwielokrotniło liczbę samobójstw wśród męskiej populacji Skandynawii. Po igrzyskach w Sydney w 2000 roku para wróciła do swojego gniazdka z dwoma medalami - Camilla złotym, Mia brązowym (to jej trafienie zadecydowało o zwycięstwie nad Południową Koreą 22-21 w meczu o 3. miejsce). Choć wynik to niezły, to i tak daleko im było do mieszkającego w Norwegii wystrzałowego, biathlonowego małżeństwa Poiree - Raphaela (dwa brązowe i jeden srebrny medal olimpijski w karierze) i Liv Grete (dwa srebrne i jeden brązowy).
W 2002 roku w związku Mii coś zaczęło się psuć i postanowiła ona odejść nie tylko od Camilli, ale także ich wspólnego klubu Fredriksberg IF, przechodząc do innej duńskiej potęgi, Aalborga. Do dziś nie zbadano jaki wpływ na rozpad tego damsko-damskiego małżeństwa miały modlitwy męskiej części kibiców szczypiorniaka, a jaki trzykrotny mistrz świata w surfingu Terje Haakonsena. Faktem jest, że nagle Mia postanowiła wyprodukować małego Skandynawa, niestety temu drugiemu, a nie tym pierwszym. Od momentu urodzenia malucha, kariera Mii, ku rozpaczy jej fanów, legła w gruzach. Choć w 2004 roku jeszcze raz zmieniła klub, na Nordstrand, już dwa lata później oficjalnie ogłosiła koniec swojej przygody z piłką ręczną. A nam, porzuconym, pozostaje jedynie oglądać nagrane na starych VHS-ach archiwalne mecze z jej udziałem.
miszeffsky




























Dodaj swój komentarz: