Jako serwis sportowy bez cenzury nie możemy przymykać oczu na pomykające bezczelnie po rozmaitych dyscyplinach ekstremalne okazy piękna. Zwłaszcza takie jak Ashley Force. Jestem pewien, że gdyby Luke Skywalker miał taki Force, w życiu nie ruszyłby się na krok ze swojej sypialni, a Gwiazda Śmierci spokojnie dryfowałaby sobie dalej przez przestworza uniwersum.
Ashley to urodzona w 1982 roku latorośl Johna F., króla i legendy wyścigów samochodowych. Papa Force ma na swoim koncie nie tylko najwięcej w historii zwycięstw w zawodach drag racing, ale też 14 mistrzostw w kategorii funny car. Choć szczerze mówiąc nie wiem, co takiego jest funny w rozpędzonym kawale żelastwa, który po bliższym spotkaniu z ludzkim ciałem może nawet przerobić Salmę Hayek na Tildę Swinton.
Ashley jako grzeczna córeczka tatusia w swoim hajskulu wybrała specjalizację z mechaniki samochodowej i spawania, a kończąc 16 lat przyjęła jego prezent urodzinowy w postaci lekcji w Frank Hawley`s Drag Racing School, choć pewnie sama wolała różowego cadillaka i roczną prenumeratę ?Glamour?. Na całe szczęście w koledżu nasza mała bohaterka nie robiła licencjatu z budowy bomby atomowej i konserwacji silników maszyn rolniczych, tylko wybrała to, co każdy wybrałby, wyglądając tak, czyli dziennikarstwo telewizyjne.
Jednak jej specyficzne geny okazały się być silniejsze niż wszystko inne . Po odebraniu dyplomu zaczęła ścigać się potworami napędzanymi metanolem w juniorskiej dragsterskiej dywizji Top Alcohol. Gdyby nie to, że wszystko prócz futbolu to sport dla takich jak on, Polacy byliby w tej dyscyplinie przypuszczalnie niekwestionowanymi mistrzami świata i pierwszymi przypadkami, gdy kierowca pali więcej niż samochód.
Już w swoim pierwszym sezonie Ashley sfiniszowała na czwartym miejscu, co nikogo nie interesowało, bo wszyscy zajęci byli pisaniem petycji do ONZ-u, by pozwolił tej hożej dziewoji ścigać się w bikini. W 2007 roku panna Force przeniosła się do w pełni już profesjonalnej dywizji Funny Car, gdzie wciąż jest gorętsza niż napędzany ośmioma tysiącami koni silnik, przy którym siedzi. Tam co prawda żadnych większych sukcesów jeszcze nie osiągnęła, ale to też nie spędza nikomu snu z powiek. Portal AOL Sports, który w kwestiach sportowych jest bardziej nieomylny niż Watykan w sprawach ducha, nazwał ją najgorętszą sportsmenką świata. Podpisuję się pod tym wszystkimi dostępnymi kończynami, które nie zdrętwiały od patrzenia na Ashley i czekam na jej pierwsze sukcesy i zaszczytną rolę pierwszej prawdziwej drag queen w historii.
miszeffsky


































Dodaj swój komentarz: