Z cyklu Kobiety, Knajpy i Kokaina: Garrincha
.
Przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu uznany za drugiego, po Pelem, z Brazylijczyków i ósmego w ogóle najlepszego piłkarza XX wieku. Z pewnością najlepszy grajek wśród alkoholików.
Garrincha, co oznacza ''rajskiego ptaka'', żywot miał pokręcony nieziemsko. Całą resztę też. Już bowiem gdy rodził się 28 października w brazylijskim Pau Grande od razu okazało się, że prawą nogę ma wykręconą do wewnątrz, lewą zaś do zewnątrz i do tego krótszą o sześć centymetrów. To powodowało, że może i nie mógł zrobić tak, ale za to dzięki niekonwencjonalnemu sposobowi poruszania się był w stanie ograć każdego obrońcę.
Inny pseudonim Garrinchy to Mane, czyli ''głupek''. Przez długi czas żył sobie w lesie, żonaty już i dzieciaty, dopóki włodarze z Botafogo nie zwrócili uwagi na pogłoski o niesamowitym dryblerze z głuszy i nie przyszli podpisać z nim kontraktu. Garrincha, nie dbający wcześniej, mimo oczywistych turbozdolności, o jakikolwiek kontakt z zawodową piłką, podpisał świstek jakby od niechcenia, a już na pierwszym treningu przemielił swoimi zwodami reprezentacyjnego obrońcę Niltona Santosa na paprykarz po brazylijsku, puszkując go, drutując i eksportując od razu do Tajlandii. Miał już 20 lat i, co szokujące, żadnego wcześniejszego doświadczenia z futbolem na poziomie wyższym niż rozgrywki parafialne. Jak był rozwinięty intelektualnie najlepiej świadczy jego zdziwienie na widok radości kolegów z kadry po wygranym mundialowym meczu. Biedny Garrincha myślał, że na mistrzostwach, tak jak w lidze brazylijskiej , obowiązuje system mecz-rewanż.
Niemal cała, a na pewno cała poważna, kariera klubowa Garrinchy związana była z Botafogo, z którym wygrywał mistrzostwa Brazylii i mistrzostwa stanu Rio. W ciągu 12 lat zagrał w tym klubie 581 spotkań i strzelił 232 bramki. W wolnych chwilach od stawania się legendą i symbolem klubu, Garrincha pił. Pił przed treningami i meczami, pił po nich, pił w dni świąteczne i pracujące, wolne i niewolne. Gdy nie pił, uganiał się kołyszącym, rozbujanym krokiem za kobietami, a potem one uganiały się za nim, próbując wymusić spłatę alimentów. Doliczono się mu 14 dzieci z prawego i nieprawego łoża, co jest całkiem niezłym wynikiem jak na kogoś, kto dziewictwo stracił z kozą. Zdarzały mu się niemal równoczesne terminy porodów żony i kochanki. Nawet podczas tournee Botafogo w Szwecji, Dos Santos nie omieszkał zapłodnić jednej z tubylek.
Ciężko powiedzieć, czy to zapamiętał, bo przez cały czas szybował w oparach alkoholu, po pijaku powodując nawet kilka wypadków samochodowych. W jednym z nich wysłał tam swoją teściową, w innym najechał na swojego ojca. W końcu nawet w Botafogo mieli go dość i sprzedali go w 1965 roku. Garrincha pogrywał sobie w teorii jeszcze przez 7 lat, kolejno w Corinthians, kolumbijskim Atletico Junior oraz w brazylijskich teamach Flamengo i Olaria, próbując zarobić na alkohol, wystąpił jednak w tym czasie w zaledwie 36 meczach. Po zakończeniu kariery przepił oszczędności, medale i wszystko co miał, na parę lat znikając w ogóle z horyzontu opinii publicznej. 20 stycznia 1983 roku, ku zaskoczeniu tych, którzy sądzili, że nie żyje już od paru ładnych lat, Garrincha wreszcie trafił na drugą stronę tęczy z powodu marskości wątroby. W przytułku, bez grosza, czy raczej centimosa przy duszy...
A jednak będzie pamiętany na zawsze i to nie tylko przez obsługę nocnych sklepów i stacji benzynowych, czy swoje potomstwo zaludniające połowę Brazylii. Za 49 spotkań rozegranych w barwach ''Canarinhos'', w których Brazylia z Garrinchą w składzie nie poniosła porażki, zdobywając mistrzostwo świata w roku 1958 i broniąc go 4 lata później. Za te 49 spotkań, w których na każdym kroku udowadniał swój geniusz i po których już nie liczyło się to, że jest alkoholikiem, idiotą i kobieciarzem. Liczyło się tylko to, że sam ogrywa w pojedynkę całe linie defensywne, dośrodkowuje co do milimetra, a piłka jest do jego nogi przyklejona bardziej niż Jessica Simpson do Tony`ego Romo. Za te 49 spotkań już na zawsze, a przynajmniej do kiedy Jessica Alba będzie dobrą dupą, będzie Mane pamiętał każdy piłkarski kibic.
miszeffsky
Komentarze:
-
27.12.07, 13:13
xXx"Z pewnością najlepszy grajek wśród alkoholików"... Byl jeszcze niejaki G.Best, pijacy niemniej...
-
27.12.07, 14:05
jugador muito famosoobaj byli alkoholikami, ale garrincha byl mimo wszystko pilkarzem lepszym
-
11.01.08, 14:12
domysl_sieoparles swoj artykul a niewiarygodne informacje, kolego. mnostwo w nich nieprawdziwych historii mielonych juz wielokrotnie przy kazdej niemal okazji. wszystkie fakty wskazujace na jego niedorozwoj intelektualny to bajki oparte na anegdotach o nim (wymyslanych anegdotach). poza tym, np jego pseudonim "Mane" wcale nie wzial sie z tego ze byl glupi, tylko jest to po prostu skrocona forma imienia Manoel (ktore odziedziczyl po swoim wujku - Mane Careira)... itd. powielasz tresci znalezione w internecie cyz gazetach majacego gowno wspolnego z prawda.
-
11.01.08, 14:12
domysl_sieoparles swoj artykul a niewiarygodne informacje, kolego. mnostwo w nich nieprawdziwych historii mielonych juz wielokrotnie przy kazdej niemal okazji. wszystkie fakty wskazujace na jego niedorozwoj intelektualny to bajki oparte na anegdotach o nim (wymyslanych anegdotach). poza tym, np jego pseudonim "Mane" wcale nie wzial sie z tego ze byl glupi, tylko jest to po prostu skrocona forma imienia Manoel (ktore odziedziczyl po swoim wujku - Mane Careira)... itd. powielasz tresci znalezione w internecie cyz gazetach majacego gowno wspolnego z prawda.
-
29.01.08, 16:20
MatiiWedług mnie najlepszy w historii ,,drybler'', gdyby nie problemy alkoholowe, byłby nawet najlepszym piłkarzem.
-
10.01.09, 01:37
asdnajlepszy grajek wśród alkoholików ? a BESTIE ?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!
-
14.02.09, 07:01
jtobdjVPCPX9 qpcpjvzfinrh, [url=http://vfstwluvigjy.com/]vfstwluvigjy[/url], [link=http://leiksjgmvyqg.com/]leiksjgmvyqg[/link], tauiwrwpdzwx.com/
-
27.07.09, 15:20
PolawTo jest najlepszy grajek w historii piłki, nie tylko wśród alkoholików...



























Dodaj swój komentarz: