Z cyklu Kobiety, Knajpy i Kokaina: Mike Tyson
Fot. Chris Carlson AP
Pewnym było, że Żelazny Mike prędzej czy później, z naciskiem na prędzej, pojawi się w tej rubryce, jako że kobiety miał wiele, w knajpach prawie że pomieszkiwał, a kokainę wciągał w ilości takiej, że starczyłoby na śnieg na zboczach Mount Blanc.
Michael Gerard Tyson wywalczył sobie drogę na ten świat 30 czerwca 1966 roku. Od urodzenia mieszkał w Brownsville, części Brooklynu, w której woda w kranach zawiera zapewne dużo minerałów, soli odżywczych i witamin - z niej pochodzą także inny bokser wagi ciężkiej Shannon Briggs i Riddick ''Big Daddy'' Bowe, znany z tego, że nasz Andrzej Gołota dwukrotnie obił mu konkretnie genitalia. Już w dzieciństwie wróżono Tysonowi sławę (w kronikach kryminalnych), wiele podróży (z zakładu karnego do zakładu karnego), setki przyjaciół (z celi) oraz dużo pieniędzy (wpłacanych w ramach kaucji). Do czasu 13. urodzin mały Mike zdążył trafić do aresztu 38 razy za każdy chyba rodzaj drobnego przestępstwa, jaki tylko można wymyślić. Na całe szczęście w jednym z poprawczaków, do których go wysyłano, spotkał byłego boksera Bobby`ego Smitha, który odkrył w przerośniętym czarnym nastolatku kolejny, oprócz wyrywania torebek, talent - obijanie facjaty bliźnim. Mike miał szczęście - Smith wysłał go pod skrzydła Cusa D`Amato, trenerskiej legendy boksu, który dla niepokornego nastolatka ze slumsów stał się drugim ojcem.
Pod czujnym okiem D`Amato, Tyson nauczył się pięściarskiej techniki, rozwiązywania sudoku i otwierania brwiami puszek z colą, przeistaczając się tym samym w prawdziwą maszynę do zabijania. Gdy skończył 18 lat, był o włos od reprezentowania Stanów na Igrzyskach w Los Angeles, jednak dwie porażki z Henry`m Tillmanem (późniejszym złotym medalistą) sprawiły, że włos w tajemniczy sposób urósł i Mike na olimpiadę nie pojechał.
6 marca 1985, na miesiąc przed swoimi 19. urodzinami, Michael Gerard Tyson odbył swoją pierwszą walkę na zawodowym ringu z człowiekiem, którego nazwisko wymazał za pomocą rękawic z historii światowego boksu. Kolejne jego starcia wyglądały jak puszczany ze świętej pamięci kaset VHS replay - 21 zwycięstw i 19 nokautów, z czego 13 w pierwszej rundzie. Mike zaczął przyciągać uwagę światowych fanów boksu, pięściarskich ekspertów i chińskiego wywiadu, był wschodzącą gwiazdą ringu. 22 listopada 1986, nieco ponad półtora roku po debiucie, dano mu szansę stoczenia pierwszej walki o tytuł mistrzowski w wadze ciężkiej. Stawką był pas federacji WBC, a ówczesnym mistrzem Trevor Berbick, Jamajczyk, który ostatecznie zakończył karierę Muhammada Ali. W zimną, listopadową noc 86 roku w Las Vegas, Berbick po raz kolejny zapisał się w historii - został pierwszym stojakiem na pas, z którego Mike zdarł mistrzowskie trofeum po technicznym nokaucie w drugiej rundzie. Tyson został najmłodszym czempionem wagi ciężkiej wszechczasów i prostą drogą zmierzał do panteonu bokserskich bogów, by zasiąść po prawicy Alego.
W następnym roku Żelazny Mike, zwany już ''Najgorszym Człowiekiem na Planecie'' obił Jamesa Smitha i Tony`ego Tuckera, zabierając im mistrzowskie tytuły federacji WBA i IBF. Miał zaledwie 21 lat, a bał się już go cały glob. Związek Radziecki zbroił się w nuklearne pociski ziemia-ziemia, w razie gdyby Hamburgeiros zechcieli zrzucić na Półwysep Kolski Tysona razem z tym gościem. Z rozpędu, jakby prosto z treningu, Iron Mike obił jeszcze znanych i niekoniecznie kochanych, ale na pewno dużych, czarnych i niebezpiecznych Michaela Spinksa i Larry`ego Holmesa. W przerwie między rujnowaniem cudzych marzeń i stanu uzębienia ożenił się z aktorką Robin Givens. Ona była pierwszą osobą, po Cusie D`Amato, która ujrzała w Mike`u coś więcej niż tylko jego zbliżającą się pięść.
Życie Michaela zaczynało się jednak sypać. Znany od wczesnego dzieciństwa z przesadnej agresji, wyżywał się w domu na Givens, która w końcu nie wytrzymała i w 1989 roku uzyskała rozwód. Pod nieobecność nieżyjącego już Cusa, również technika Tysona zaczęła w sposób znaczący podupadać, a do tego walczył on coraz bardziej nonszalancko i jakby od niechcenia. Wreszcie w 1990, po walce życia w wykonaniu Jamesa ''Bustera'' Douglasa, Mike utracił w ciągu jednej nocy wszystkie swoje mistrzowskie tytuły. Po kilku kolejnych walkach, które odbył, miał je odzyskać w czasie wielkiego, przewidywanego na klasyczny pojedynku z Evanderem Holyfieldem, który w międzyczasie obrobił z pasów Douglasa. Do tej walki jednak nie doszło, bo Tyson zgwałcił w pokoju hotelowym w Indianapolis niejaką Desiree Washington, Czarną Miss Rhode Island. 10 lutego 1992 skazano go na 6 lat więzienia. Co ciekawe, Trevor Berbick, na którym Mike zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł, trafił w tym samym czasie do pudła na 5 lat za napaść seksualną.
Za kratkami Mike przeszedł na islam, zmieniając nazwisko na Malik Abdul Aziz, ale muzułmanin z niego taki, jak ze mnie brazylijska gwiazda piłki plażowej. Niemniej jednak Tyson z pierdla wyszedł po trzech latach, w marcu 1995 roku, a bokserski i nie tylko bokserski światek, zamarł w oczekiwaniu na to, w jakiej formie powróci na ring. Po walkach z jakimiś nieistotnymi patałachami o umiejętnościach i gracji bawarskich zegarów z kukułką, Mike zaczął jednak nabierać szybkości. na Franku Bruno odzyskał pas WBC, na Brusie Seldonie WBA. Pół globu odetchnęło z ulgą. Mistrz powrócił. Ale Mike, jak to miał w zwyczaju, wyciął wszystkim psikusa.
Chcąc w końcu doprowadzić do końca niedokończoną przez gwałt sprawę z Holyfieldem, Tyson najpierw pogwałcił zasady bokserskiej techniki, przegrywając pierwszą walkę w 96 sekundzie przez techniczny nokaut, potem zgwałcił zasady dobrego smaku i żywienia, kiedy podczas o rok późniejszego rewanżu spałaszował kawałek holyfieldowego ucha. Na rok zabrano mu jego pięściarską licencję i kibice Żelaznego M. zaczęli się obawiać, że to koniec mistrza. Co gorsza, mieli rację.
Po powrocie pokonał jeszcze pochodzącego z RPA Francisa Bothę, któremu podczas walki usiłował złamać ramię. Jednak potem, za napaść i oklepanie dwóch motocyklistów, którzy wkurzyli go na autostradzie, wylądował na kolejne dziewięć miesięcy w więzieniu i było widać, że były czempion ma wyraźne psychiczne problemy. Ponownie już na wolności toczył jakieś zupełnie nieistotne walki, w tym tą z Gołotą, który w przerwie po drugiej rundzie zamknął się w szafie i odmówił ponownego wyjścia na ring, a która została nieuznana ze względu na obecność marihuany w moczu Tysona. Mike wydawał się mieć już jednak boks w dupie, wciąż zajęty wydawaniem swojego grubego hajsu na karmę dla białego tygrysa, z którym mieszkał oraz rolexy i wypasione fury dla swoich kolegów. Kiedy zaś w 2002 postanowił powrócić na tron wagi ciężkiej walcząc z Lennoxem Lewisem, The Lion posłał go finalnie na dechy w ósmej rundzie. Do tego pojawiały się kolejne doniesienia o seksualnych molestowaniach, a ówczesna, druga żona Mike`a - Monica Turner - rozwiodła się z nim po 6 latach, oskarżając o dziwkarstwo i chędożenie wszystkiego, co tylko się rusza. Coś w tym może być, bo mimo, że małżeństwo Tysona z Givens było bezdzietne, a z Turner zmajstrował tylko jednego bachora, bokser przyznaje się do szóstki potomstwa. Na domiar złego, skończyły mu się pieniądze, i zmuszony był ogłosić bankructwo i łapać się jakichś totalnych bokserskich chałtur w postaci walki z pięściarskimi wieszakami na parasole, z którymi co gorsza przegrywał. W 2005 roku definitywnie zakończył więc karierę. Co nie sprawia jednak, że Mike daje o sobie zapomnieć. Wręcz przeciwnie. Co jakiś czas, regularnie, musi na przykład udzielić wywiadu, w którym nazwie się największą porażką w historii ludzkości, wjechać pod wpływem kokainy w policyjny samochód, trafiając po tym na przymusowy odwyk, dziarać się w wizerunki kolejnych rewolucjonistów, czy przekształcać swoją i tak nie urodziwą gębę w arcydzieło modernistycznego samoańskiego designu. Można się pośmiać z rozmaitych ekscesów Tysona, emocjonować przebiegiem kolejnych jego rozpraw, jednak gdy patrzę nieco z boku na jego życie, wciąż jest mi żal jego kariery i potencjału na największego mistrza wszechwag w historii spieprzonego tylko i wyłącznie przez jego własną głupotę.
miszeffsky
Komentarze:
-
22.01.08, 20:29
www.legalnablondynka.plwww.legalnablondynka.pl www.legalnablondynka.pl www.legalnablondynka.pl www.legalnablondynka.pl www.legalnablondynka.pl www.legalnablondynka.pl
-
24.01.08, 16:41
LiderPrawda prawda prawda. Mógł być największym bokserem w historii. Zresztą okres gdy trenował z Cusem wyrywkowo można potraktować jako najlepszego boksera w historii.
-
04.04.08, 11:43
majkus81Głupote mówisz? Był młody, zagubiony - nagle zarobił kupe szmalu. W ch.. fałszywych przyjaciół wokół niego..Potem depresja,załąmanie i każdy w takiej chwili może popełniać różne głupie rzeczy jak ty to nazywasz mądralo pie..ny!! No tak, ty to na pewno jesteś ideał!!!
-
12.04.08, 12:05
ManiekMike Tyson jest dla mnie najlepszy w tym co robił kilka lat temu. Jak wiecie on w wieku 19 lat zdobył tytuł mistrza świata wagi ciężkiej i to najbardziej prestiżowych kategorii. Moim zdaniem gdyby nie więzienie i jego wybryki odszedł by jako mistrz ale trudno. Ci co wygrali z Tysonem po 2000 roku gdyby zmierzyli się z nim w latach jego światłości (czyli 1985-2000) myślę że te walki nie trwały by dłużej niż 3-4 rundy. MIKE TYSON is THE BEST
-
04.05.08, 11:36
KubuśMike Tyson to jeden z największych talentów w historii boksu. Gdyby nie poszedł do więzienia na początku 1992r to prawdopodobnie przyćmił by zupełnie Alego a jego walki z Holyfieldem, Bowem, Lewisem, Foremanem i Morrerem przeszłyby do legendy
-
06.05.08, 20:00
CCW tym artykule sa rozne ciekawe rzeczy....ale roi sie od glupot....tyle jest w nim glupot ze juz h**... do autora: Ty debilu co ty o nim wiesz
-
27.07.08, 19:15
tylko tysonhahaha tyson nie przegral walki z holyfildem w 96 sekundzie walki tylko w 11 rundzie,co to za glab pisal?boze co za idiota to pisal czlowieku pisz o wedkarstwie bo to twoje hobby pewnie palancie!!
-
22.08.08, 08:56
wkurwionyco to za meska dziwka pisala ten artykul???
-
22.09.08, 16:43
bógautor tego tekstu jest popie...ny!!!i wyraznie widac ze to ty masz gorsze problemy od niego...chyba ojciec wchodzil ci do wanny jak byles maly albo przykrecal ci zabawki do sufitu!!!palant
-
12.10.08, 19:25
DiscoNaprawde śmieszny tekst 10na 10
-
30.10.08, 14:57
seba zwcjakis duren to pisał
-
27.12.08, 13:00
PuncherZgadzam się całkowicie z Mankiem. przegrał z Duglasem,Holyfieldem,lewisem,Mc bridem tylko dlatego ze zszedl na zła ścieżkę swojego życia, w innym przypadku te walki nie trwały by łuzej niz 4 rundy, zakończyły by sie K&O
-
21.01.09, 13:24
mordaFajny artykuł, Tyson to jeden z moich ulubionych bokserów, wielu fachowców wróżyło mu że będzie niepokonany do końca XX wieku..
-
26.04.09, 22:57
bokserkaCo za deb.. pisal ten artykul, na pewno byla to osoba ktora nie ma o boksie zielonego pojecia. A Mike to najlepszy bokser wszech czasów mimo jego bujnego życia prywatnego.
-
26.05.09, 21:58
xvx mike the bestnajlepiej wyzwać od hu** i debili myślę jak wiele osób że spieprzył swoje życie na maksa jak by miał po kolei w głowie to był by prawciwą legęda chociaż i tak nią jest był najlepszy ale mógł byś jeszcze lepszym
-
08.06.09, 21:52
Tyson to ikona HVKolego, widze iż sobie za bardzo poczynasz, lepiej uważaj jak nazywasz Tyson-a. Nie urodziwą gębe to ty możesz mieć jeśli już nie masz(w co szczerze wierze). Przez tak beznadziejny art chcesz stać się kimś wielkim>? uwierz mi, nigdy nie osiągniesz tego co zrobił ten wielki człowiek, o nim będzie się mówić i za 50lat...o tobie nikt się nigdy nie dowie śmieszny człowieku pod enigmatycznym pseudonimem miszeesky
-
13.06.09, 16:32
dorianpopieram >majkus81< .a tak ode mnie to mike jest najwiekszym piesciarzem na swiecie. a walka tysiac lecia bylo by tyson-ali(oczywiscie w swoich latach swietnosci),no ale coz.... tyson forever
-
29.10.09, 17:29
bokser88idioto co to ma byc?? gdybyś dał swoje prawdziwe zdjęcie to byś ty był najwieksza porazka tego świata ... Tyson the best. ;)
-
01.11.09, 00:18
mikislaby artykul slabego autora na slabej stronie, spadam
-
15.11.09, 16:21
FAN BOKSUMIKE TYSON NA ZAWSZE DLA MNIE POZOSTANIE KOZAKIEM!JAK DLA MNIE ZNAJDUJE SIĘ ON W PIERWSZEJ TRÓJCE NAJLEPSZYCH BOKSERÓW WSZECHCZASÓW.SZANUJE GO I PODZIWIAM ZA TO CO ZROBIL DLA BOKSU.GDYBY NIE WIĘZIENIE,ŻONA I PIERD...DON KING NA RINGU NIE POKONANY BY BYŁ JESZCZE CO NAJMNIEJ 5 LAT!


























Dodaj swój komentarz: