Niedawno przedstawiłem reklamę, której zawdzięczam dożywotni wstręt do plasteliny. Tym razem dla równowagi spot o zabarwieniu sportowym, który nie pozostawia trwałych zmian w psychice. O ile obejrzy się go do 41 sekundy. Jeśli ktoś przez nieuwagę nie zdąży go wyłączyć, to boleśnie przekona się, że to reklamowy odpowiednik finału Ligi Mistrzów z 1999. Najgorsze jest to, że niezależnie od klubowych preferencji po magicznej 41 sekundzie i tak każdy czuje się jak kibic Bayernu po 90 minucie pamiętnego spotkania na Nou Camp.
Jeżeli nie posłuchaliście ostrzeżenia oto coś, co powinno pomóc Wam dojść do siebie. Tym razem na końcu nie czai się potwór.
bazyl


























