Alko-gra PoBandzie: Polska - Chorwacja i Austria - Niemcy
Fot. Grzegorz Dabrowski/AG
Dziś ostatni dzień zmagań w grupie B. Dzień, który może skończyć się dla Polaków cudem albo tak jak zawsze. Dla nas druga opcja jest całkiem prawdopodobna - znając życie, Euro i naszą pracę, znów zaśniemy dzisiaj pod większym wpływem rozmaitych napojów niż poziomu piłkarskich widowisk.
Co pić: Sprawa nie jest prosta. Patriotyczne serce mówi: polska wódka. Umęczona wątroba mówi: Boże, nie Jako jednak, że nasza wątroba od półtora tygodnia i tak niewiele ma do gadania, przegrywa w tym pojedynku narządów wewnętrznych 0:1.
1. strzał. Kiedy Roger błyśnie jakąś sztuczką techniczną, przez co nasi znowu zgłupieją, zapomną, że gra z nimi i spróbują zabrać mu piłkę. Współczuję - potrójny wślizg w wykonaniu Dudki, Lewandowskiego i Wasilewskiego może skończyć karierę Guerreiro i jego miłość do Polski.
2. strzał. Gdy znów taktycznie zaskoczymy Chorwatów. Na ich bardzo szybkie ataki będziemy odpowiadać ultrawolną grą w defensywie. Zszokowani na pewno się pogubią.
3. strzał. Walimy w momencie, w którym w meczu Austria - Niemcy za faul w środkowej strefie boiska sędzia podyktuje karnego dla gospodarzy. Znów strzeli Ivica Vastic, który jak już pisałem jest zabytkiem. Ale nawet Akropol nie strzela celniej jedenastek.
4. strzał. Pijemy za Schweinsteigera, któremu udało się wylecieć w meczu Chorwatami i nie może postraszyć Austriaków swoim strzałem z dystansu i fryzurą. Modlimy się też, żeby siedząc na ławce Schweini mógł sobie rezerwować już bilet lotniczy na wcześniejsze wakacje.
5. strzał. Wypijamy za pierwszego i, miejmy nadzieję, ostatniego emo-trenera w historii. Oraz za grę jego drużyny, która, miejmy nadzieję razy dwa, przyprawi go o jeszcze większego doła. Po Euro widzimy Löwa na przykład w roli ich menadżera. Albo i wokalisty.
6. strzał. Obalamy, kiedy sędzia pociągnie Lewandowskiego za koszulkę, a Slaven Bilić odgwiżdże karnego dla Polski.
7. strzał. Na odwagę, kiedy pomyślimy o tym, że nawet jeśli wyjdziemy z grupy, spotkamy się w ćwierćfinale z Portugalią. Tak, pamiętam mecze w Chorzowie i Lizbonie, ale w przyrodzie nic trzy razy się nie zdarza. Oprócz mistrzostwa świata Niemców. I powrotów do kadry Henrika Larssona.
8. strzał. Po raz kolejny na odwagę, kiedy przy linii bocznej zacznie się rozgrzewać Mariusz Jop. Gdy okaże się, że to tylko grobowy niemal żart Leo, wypijamy...
... 9. strzał. Po nim gra naszych nabiera płynności, a Chorwaci są niemal niewidoczni. Dopiero po chwili orientujemy się, że zeszli do szatni na przerwę.
W przerwie meczu wypijamy do końca całą butelkę. To nie alkoholizm, to zespół chorobowy o długiej i bardzo niemarketingowej nazwie ''Stres związany z grą Polaków na wielkiej imprezie''.
W czasie drugiej połowy dobijamy i dopijamy się jeszcze kilkoma strzałami, doprowadzając się do stanu krańcowej nieprzytomności. W międzyczasie modlimy się o trzy rzeczy. Żeby rano jeszcze żyć, zobaczyć w gazetach Niemców i tych drugich Niemców odpowiednio na 3. i 4. miejscu w grupie oraz żeby w okolicznych sklepach było wystarczająco alkoholu na mecz z Portugalią.
miszeffsky


























Dodaj swój komentarz: