Czy komputery śnią o elektronicznym Guusie Hiddinku?
Typowanie wyników to fajna zabawa. Zczuba do tego celu używa Bohdana Pękackiego, Piotra Mikołajczyka i Michała Szadkowskiego, my zaś oficjalnych gier Mistrzostw Europy. Nasz wybór jest lepszy, bo programy komputerowe nie jedzą, nie piją i nie proszą o podwyżkę, a potrafią wywróżyć równie dalekie od rzeczywistości wyniki. Oto kolejna porcja elektronicznego science-fiction. Tym razem okazuje się, że nawet komputery bywają fanami myśli szkoleniowej Guusa Hiddinka.
Euro 2000
Mam nieodparte wrażenie, że płyta z grą oglądała razem ze mną pojedynek Rosjan ze Szwedami i najwyraźniej była pod wrażeniem. Według niej bowiem od początku zawodnicy Sbornej grają bez kompleksów. Wprawdzie Holendrzy atakują, ale każda ich akcja tysiąca podań przerywana jest akcją jednego wślizgu. Rosjanie szukają swoich szans, ale jak już je znajdują to zamiast do bramki, celują w reflektory nad stadionem. Do przerwy bez bramek.
Drugie 45 minut to znów bicie pomarańczową głową w rosyjski mur. Receptą mogą być strzały z dystansu, ale tymi radzi sobie bramkarz. Rosjanie nie pozostają dłużni i także starają się atakować. W 75 minucie piłka trafia pod nogi ustawionego na szóstym metrze napastnika. Wszyscy myślą, że jest spalony, prócz niego i sędziego. Mocny strzał w krótki róg i kanciaste alter ego van der Sara jest niepocieszone.

Holendrzy rzucają się do odrabiania strat, bombardują bramkę przeciwnika, ale nie są w stanie umieścić w niej piłki. Koniec. Rosjanie z uniesionymi rękami, Holendrzy ze spuszczonymi głowami. Pomarańczowy autobus odjeżdża z Euro.

''Euro 2000'' wymyśliło więc, że Guusowi Hiddinkowi i jego podopiecznym uda się zneutralizować holenderski walec ofensywny i do tego sprytnie strzelić potrzebną do awansu bramkę.
Euro 2004
Ciekawostka: ''Euro 2004'' to oficjalna gra Mistrzostw w Portugalii, ale nie ma licencji na reprezentację Holandii, dzięki czemu zawodnicy nazywają się NED 1, NED 2 itd. W dodatku zamiast pomarańczowych, mają czerwone stroje.
Wszystko zaczyna się zgodnie z planem, czyli od ataków Holendrów. Rosjanie starają się dotrzymać rywalom kroku, ale najgroźniejszą sytuację stwarzają pod własną bramką. Obrońca bez sensu podaje do bramkarza, tego zaś ubiega zawodnik Oranje i spokojnie umieszcza piłkę w siatce.

Od 23 minuty 1:0 dla Holandii, która jednak wyraźnie zaczyna wierzyć, że teraz wystarczy poczekać na gwizdek. Rosjanie wierzą z kolei, że do wyrównania potrzebują tylko jednej bramki i atakują. Okazuje się, że mieli rację, bo 37 minucie jest już 1:1, a swój udział przy golu ma bramkarz Oranje i jego złe wyjście do piłki. Od tego momentu Sborna ciśnie, ale bez wymiernych efektów.
W drugiej połowie Holendrzy dochodzą do siebie, w końcówce spotkania absolutnie dominując, jednak nie potrafią odzyskać prowadzenia. Rosjanie ograniczają się do obrony i knucia planów na dogrywkę. Są one na tyle skuteczne, że pierwsza połowa doliczonego czasu należy do nich, ale nic z tego nie wynika. Druga połowa dogrywki to dla odmiany przewaga Holendrów, ale także oni nie są w stanie trafić do siatki. Mamy więc 1:1 i karne. W nich bohaterem jest holenderski bramkarz, który broni strzały numer dwa i trzy i nikt junie pamięta jego błędu z 37. minuty . Przed ostatnią kolejką jedenastek Holandia prowadzi 3:2. Rosjanin trafia, ale do piłki podchodzi Holender, który umieszcza ją w siatce, a swoją reprezentację w półfinale.

Gdyby wierzyć ''Euro 2004'', to Holendrzy awansują, ale po niesamowitych mękach, bo Rosjanie niemiłosiernie będą im uprzykrzać boiskowe życie.
Euro 2008
Ciekawostka: EA Sports cały czas nie ma licencji na Holendrów, ale tym razem zamiast nadawać im numerki postanowiła błysnąć kreatywnością i powymyślać własne nazwiska. Przynajmniej oddano im pomarańczowe stroje, dzięki czemu Oranje chociaż wyglądają jak Oranje, a nie Krasnaja Kamanda.
Mecz o dziwo przebiega pod dyktando Rosjan, którzy w 33 minucie potwierdzają dominację bramką. Niezrażeni tym Holendrzy ograniczają się do kontr. Pierwsza połowa dobiega końca, a druga wygląda niemal identycznie. Kolejna znakomita akcja Sbornej, sytuacja sam na sam i w 75 minucie jest już 2:0. Po stadionie krąży plotka, że zawodnicy zamienili się koszulkami już przed meczem.
Oranje pierwszą naprawdę groźną sytuację przeprowadzają dopiero w 85 minucie. Jeden z napastników bezlitośnie objeżdża połowę rosyjskiej drużyny, ale mając przed sobą tylko bramkarza uderza dwa dni drogi od słupka. Od tego momentu podopieczni van Bastena śmigają jak króliczki Duracella, a Rosjanie, jak zwykłe baterie. W 88 minucie znów rewelacyjna akcja Holendrów i jest już tylko 2:1. W doliczonym czasie Oranje wciąż bawią się w Turków. Jeden z nich decyduje się na strzał i piłka ląduje pod poprzeczką - 2:2. Holendrzy Rosjanie gratulują sobie roztrwonienia dwubramkowej przewagi w ciągu dwóch minut.
W dogrywce wciąż lepsi Oranje, ale wyśmienicie broni rosyjski golkiper. Wynik nie ulega zmianie, o wszystkim znów zadecydować mają karne. Pierwszy do piłki podchodzi Holender, ale przegrywa pojedynek z bramkarzem. Kolejne jedenastki wykonywane są bezbłędnie i trzecim półfinalistą zostają Rosjanie.
Jeśli wierzyć ''Euro 2008'', to drużyny przed meczem zamienią się umiejętnościami i wszystko wróci do normy dopiero tuż przed końcem. Po piorunującej końcówce i karnych w półfinale wylądują Rosjanie.
bazyl
Poprzednie symulacje:


























Dodaj swój komentarz: