Piwne opowieści PoBandzie: Gdyby trenerzy najlepszej ósemki drużyn na Euro byli piwami
Kontynuujemy pobandyckie piwne opowieści - przerabialiśmy w nich już drużyny, przerabialiśmy zawodników, czas na kolejny niezbędny w piłce nożnej element (chociaż przez niektóre teamy uznawany za przereklamowany) - trenerów. Wiem, że pomyśleliście o WAGs, ale spokojnie - na nie też przyjdzie jeszcze pora.
Joachim Loew (Niemcy) - browar, którym upijasz się na smutno.
Slaven Bilić (Chorwacja) - piwo z czasów twojej młodości, które wspominasz z rozrzewnieniem - przy nim słuchałeś pierwszych rockowych płyt i przekłuwałeś sobie mosznę. Dziś niestety przegrywa z importowanym z innego kontynentu browcem.
Fatih Terim (Turcja) - piwo, które wali cię w czerep dopiero w samej końcówce.
Luiz Felipe Scolari (Portugalia) - piwo z importu. W swoim kraju rządziło, na wyjeździe jeszcze niczego nie wygrało.
Guus Hiddink (Rosja) - piwo magiczne. Na jaką imprezę nie przyniesiesz, to potrafi zrobić z niej balangę mogącą konkurować z najlepszymi.
Marco van Basten (Holandia) - piwo, które kiedyś rządziło na normalnych imprezach, ale gdy ktoś sprawdził czy tak samo dobrze sprawdzi się na wykwintnym bankiecie, okazało się że nie koniecznie. Z resztą wielu ten pomysł krytykowało.
Roberto Donandoni (Włochy) - wydawało się, że jest to piwo, które może coś zmienić, ale nie dość, iż było jak zwykle, to ten kto z nim przyszedł spadł pod stół szybciej niż zazwyczaj.
Luis Aragones (Hiszpania) - świetne piwo, ale już nieco leciwe. Gdy patrzysz na nie na popijawie nie wiesz czy butelka za chwilę nie pęknie ze starości.
bazyl&miszeffsky


























Dodaj swój komentarz: