Roberto Baggio - w czasie kariery biegał w koszulkach niekoniecznie lubiących się klubów jak Milan i Inter. Najciekawiej było jednak, gdy w 1990 zamienił Fiorentinę na Juventus. Transfer wywołał na ulicach Florencji zamieszki, w których kilkadziesiąt osób zostało rannych. Piłkarz bronił się przed zarzutami o zdradę twierdząc, że został zmuszony do zaakceptowania umowy.
Paweł Kaczorowski - w 2005 trafił z Lecha Poznań do Legii Warszawa, przez co podpadł kibicom Kolejorza i stołecznej Polonii, w której także kiedyś grał. Sympatii nie zyskał także w nowym klubie, bo podczas fetowania zdobycia przez Lecha Pucharu Polski śpiewał kibicowskie przyśpiewki - także te o profesji Legii. Za to właśnie w Warszawie wygwizdywano go i wywieszano transparent z napisem ''chórzysto nigdy nie będziesz legionistą''. Zdarzyło się też, że na boisko poleciały gumowe kaczki. Szczególnie przerąbane miał podczas spotkań Lech - Legia, gdy buczeli na niego wszyscy. Dziś znów gra w Poznaniu... w Warcie.
Niko Kranjcar - wychowanek Dynama Zagrzeb w 2004 przeszedł do znienawidzonego w stolicy Chorwacji Hajduka Split. Kibice Dynama uchodzą za jednych z
najbardziej fanatycznych w Europie i nie mogli przemilczeć odejścia swego ulubieńca do rywala. Przed domem Kranjcara zapalili więc 200 świeczek, by uczcić pamięć honoru Niko, który według nich zmarł.
Sol Campbell - od początku kariery grał dla Tottenhamu. W 2001 jego kontrakt wygasł a zawodnik chciał zakosztować gry w Lidze Mistrzów, zapewniał jednak, że nigdy nie przejdzie do Arsenalu. By go zatrzymać władze Spurs zaproponowały umowę, czyniącą go najlepiej opłacanym piłkarzem w historii klubu. Piłkarz jednak z wielu ofert wybrał tę lokalnego rywala. Gdy Campbell przyjechał na White Hart Lane z Arsenalem przywitano go kartonikami i balonikami z imieniem pewnej biblijnej postaci. Dyskusja czy wciąż go nienawidzić wśród fanów Spurs trwa do dziś.
Mo Johnson - w ciągu trzech lat w Celtiku rozkochał w sobie fanów The Bhoys, po czym odszedł do francuskiego Nantes. Stamtąd w 1989 postanowił wrócić do Szkocji. Obwieścił, że jedynym klubem na którym mu zależy jest Celtic i podpisał kontrakt z Rangers. Fani obu ekip z Glasgow się wściekli. Celtowie nazwali Johnsona zdrajcą, a sporo fanów The Gers nie chciało na Ibrox katolika w dodatku kibicującego rywalom i uważali go za intruza.
Antonis Nikopolidis - doświadczony golkiper bramki Panathinaikosu strzegł bardziej lub mniej skutecznie, za to bardzo długo, bo aż przez 15 lat. Przed Euro 2004 zaskoczył kibiców Koniczynek odchodząc do znienawidzonego Olympiakosu Pireus. Wprawdzie zdążył jeszcze zdobyć mistrzostwo i Puchar Grecji w zielonej koszulce, ale podczas świętowania dubletu był niemiłosiernie wygwizdywany. W Pireusie go pokochano, chociaż czasami sprawia wrażenie bramkarskiego Wallenroda.
Luis Figo - wędrówki między Realem Madryt a Barceloną (Luis Enrique) i w drugą (Michael Laudrup) zawsze powodowały ostre reakcje kibiców i etykietkę zdrajcy dla transferowanego piłkarza. To jednak Portugalczykowi, który po rekordowym transferze opuścił Camp Nou w 2000 oberwało się najbardziej. Nienawiść katalońskim kibicom wyraźnie nie przeszła, bo ''zdradę'' pamiętano mu długo - w 2002 został rzucony świńskim łbem, a w czasie meczu Grecja - Portugalia na Euro 2004 na murawę wtargnął kibic, który cisnął w Figo flagą Barcy.
Dusan Bajevic - w 1988 został trenerem AEK Ateny i od razu doprowadził klub do mistrzostwa Grecji. Wyczyn ten powtórzył także w 1992, '93 i '94. W Atenach miał status
niewielkiego boga. W 1996 zafundował jednak kibicom AEK zbiorowy zawał serca, gdy zasiadł na ławce Olympiakosu. Po trzech latach sukcesów w Pireusie odszedł do PAOK Saloniki a stamtąd w 2002 wrócił do AEK. W Atenach jednak nie był już mile widziany, a część kibiców postanowiła urządzić z życia piekło. Śpiewano obraźliwe piosenki o nim i jego rodzinie, a na stadionie wywieszono transparent informujący, że jest zdrajcą. Dusan załamał się w 2004. W pierwszej połowie meczu z Iraklisem Bajevic wstał z ławki i pojechał do domu.
Sergen Yalçin - na pocieszenie dla Kewella. Fani z Turcji to przypuszczalnie najwięksi sportowi psychopaci uzależnieni od klubowych barw silniej niż Sid Vicious od heroiny. Sergen jednak jako jedyny przywdziewał koszulki czterech największych klubów znad Bosforu. Występował w Besiktasie, Fenerbahce, Galatasaray i Trabzonsporze. Zaliczył też epizod w czwartym z klubów ze Stambułu - Istanbulsporze. Na koniec kariery postanowił sprawdzić cierpliwość kibiców i wrócił do Besiktasu. Do dziś żyje i ma się dobrze.
bazyl