Z cyklu KKK - Kobiety Knajpy i Kokaina: Szalony Gang
KKK , które jakiś czas temu gościło na PoBandzie, powraca. Zło będzie teraz jeszcze bardziej złe, kobiety bardziej kobiece, knajpy bardziej knajpiane, a kokaina bardziej sypka. Na pierwsze ''drugie'' rozdanie idzie wimbledoński ''Szalony Gang''.
Kiedy w 1988 roku prowincjonalni futbolowi rzeźnicy z Wimbledon FC pokonali w finale FA Cup Liverpool, piłkarski świat nie mógł w to uwierzyć. Tak samo zresztą jak sami piłkarze Wimbledonu, którzy na Wembley jechali w teorii tylko po to, by pokopać trochę przeciwników, efektownie przegrać, a po meczu jeszcze efektowniej rozegrać dogrywkę z kilkunastoma skrzynkami piwa w jakiejś lokalnej knajpie. Stało się jednak inaczej. Lawrie Sanchez przyłożył głowę do piłki o jeden raz za skutecznie, wirtuozi znad rzeki Mersey zostali odprawieni 1:0, a o ''Szalonym Gangu'' stało się głośno w całej Anglii.
Cała historia tej najdziwniejszej w historii brytyjskiego futbolu drużyny zaczęła się, gdy Samir ''Sam'' Hammam, znany libański przedsiębiorca budowlany i miłośnik tenisa przeprowadził się do londyńskiej dzielnicy Wimbledon. Tam jednak okazało się, że wbrew ultratenisowej nazwie dzielnicy ciężko jest kupić najpodlejszego choćby kortowego grajka, Hammam przyinwestował więc w połowie lat 70. 40 000 funtów w lokalny klub piłkarski. Nie wiedział jeszcze, że jak dr Frankenstein tworzy potwora. Sprowadzani przez niego stopniowo piłkarze stworzyli najdziwniejszy i najbardziej agresywny kolektyw, jaki Wyspy widziały od czasów drużyny Wilhelma Zdobywcy. Wspomniany już Sanchez, John Fashanu, Wally Downes, Vinnie Jones i Dennis Wise nakręcali się nawzajem w swoich coraz dziwniejszych ekscesach. Nie bez znaczenia była też tu osoba właściciela klubu, który traktował go jak swój własny prywatny folwark i przy którym Roman Abramowicz to wręcz monarcha oświecony.
Do tego zachowanie Hammama było co najmniej ekscentryczne. Podczas meczów notorycznie biegał on dookoła boiska, w 94 roku przyłapano go na smarowaniu obraźliwych haseł pod adresem West Hamu w ich własnej szatni, a Deanowi Holdsworthowi chciał kupić wielbłąda, jeśli ten strzeliłby 20 bramek w sezonie. Kiedy ściągał do Wimbledonu Robbie`ego Earla z Port Vale, zamknął zawodnika w swoim gabinecie na kilkanaście godzin, grożąc mu, że nie wypuści go, dopóki ten nie podpisze kontraktu. Do tego zamiast kar dyscyplinarnych dla zawodników Hammam stosował zbiorowe wyjścia do opery dla niepokornych. Pod jego skrzydłami durne pomysły graczy wzbijały się na niebotyczne wysokości.
Co prawda kobiety i kokaina przez ekscesy ''Szalonego Gangu'' się nie przewijały, ale knajp było już za to co nie miara. Jeśli który z jego członków wylewał za kołnierz to tylko dlatego, że tam akurat znajdował się jego przełyk. W znajdującym się blisko stadionu barze ''The Plough'' zawodnicy przesiadywali częściej niż na treningach. Stara wimbledońska gwardia klubowa prześcigała się też w robieniu sobie kawałów pokroju podpalenia stroju treningowego nowo sprowadzonego do drużyny Johna Hartsona. Na szczęście Hartson chwilowo się w tym stroju nie znajdował. Cięli sobie też nawzajem kieszenie w dżinsach i, co już chore, potrafili w wywiadach naigrywać się z chorej na raka dziewczyny jednego z nich, Iana Hollowaya.
W pyskówkach prym wiódł Dennis Wise późniejszy reprezentant Anglii, który oprócz świetnych podań charakteryzował się tym, co psycholodzy nazywają zaburzeniami afektu i o którym sir Alex Ferguson powiedział kiedyś, że byłby on w stanie wszcząć rozróbę nawet w pustym pomieszczeniu. Później już, kiedy grał w Chelsea, Wise`owi zdarzyło się zasłynąć nie tylko tym, że bywał jedynym Anglikiem w jedenastce ''Niebieskich'', ale i pobiciem londyńskiego taksówkarza (wyrok - trzy miesiące) oraz pogryzieniem na boisku Marcelino Eleny z Mallorki (zawieszenie na 15 spotkań). To, co Wise wyczyniał poza boiskiem, Fashanu i Jones z ochotą przenosili na murawę. Ich agresja znakomicie pasowała do stylu gry Wimbledonu. Cała drużyna grała najbardziej toporny futbol, jaki angielskie boiska kiedykolwiek widziały, a zawodnicy wydawali się skaptowani z ogłoszenia brzmiącego mniej więcej ''Pierwszoligowy klub potrzebuje tanich obrońców, pomocników i napastników. Pożądana wyłącznie umiejętność jak najdalszego wykopywania piłki''. Niemcy wymyślili Blitzkrieg, Anglicy FC Wimbledon. Jego zawodnicy nie poznaliby finezji nawet gdyby spadła na nich z dziesiątego piętra.
Lawrie Sanchez był pierwszym zawodnikiem wyrzuconym z boiska za celowe zagranie ręką w meczu Pucharu Football League przeciwko Oxford United w 1992. Jonesa uznawano za najbrutalniejszego piłkarza w całej angielskiej ekstraklasie. Jedną z setek swoich żółtych kartek zarobił już po trzech sekundach gry, prasa rozpisywała się też o tym, jak w meczu z Newcastle United maltretował przez równo 90 minut genitalia Paula Gascoigne`a. Po incydencie z wrażliwą ''strefą Gazy'' Paulie wysłał Jonesowi do wimbledońskiej szatni różę, a w zamian otrzymał... szczotkę do kibla. Vinnie efektownym wślizgiem zakończył też karierę obrońcy Tottenhamu, Gary`ego Stevensa, a jego image sprawił, że wybrany został na prezentera kultowego po dziś dzień filmu ''Soccer`s Hard Men''. Jak łatwo się domyśleć nie było to kino familijne, tylko ''dzieło'' instruujące, jak brutalnie faulować na boisku.
Fashanu w 1995 roku oskarżono razem z kumplem drużyny, Hansem Segersem o ustawianie meczów. I chociaż nie udowodniono im niczego, po dziś dzień nikt w Anglii nie wierzy, że do bukmachera chodzili tylko na popołudniową herbatkę i spotkania kółka wyszywania obrusów. Do tego brat Johna, Justin Fashanu, był jednym z pierwszych brytyjskich piłkarzy, który przyznał się do swojego homoseksualizmu, na co zawodnik Wimbledonu zareagował jak typowy członek ekipy ''Szalonego Gangu''. Czyli tak jakby znajomość czterosylabowych słów takich jak ''zrozumienie'' leżała poza jego zasięgiem. W wywiadach nazywał swojego brata między innymi ''wyrzutkiem'' i ''zakałą''. Justin Fashanu powiesił się. Dziesiątków innych incydentów z udziałem ekipy Wimbledonu nie warto nawet wymieniać, a na samo ich wyliczenie na piśmie zeszłoby z pół amazońskiej dżungli.
Choć od połowy lat 90. Wimbledon stopniowo tracił oryginalnych członków ''Szalonego Gangu'' i siła mitu słabła, to mimo wszystko otoczka niezrównoważonej drużyny wciąż trwała. Wszystko jednak co piękne (chore i nienormalne zresztą też) ma jednak swój koniec. 14 maja 2000 roku, po czternastu latach Wimbledon pożegnał się z Premier League, a Sami Hammam sprzedał swój klub jakimś podejrzanym Norwegom za 30 milionów funtów i kupił Cardiff City. ''Szalony Gang'' przeszedł do historii, a dalsze losy Hammama i klubu z londyńskiej dzielnicy Wimbleodon to już zupełnie inna historia...
miszeffsky
Komentarze:
-
30.07.08, 08:36
dsasdfajny artykul
-
30.07.08, 09:19
matka1902chyba najdluzszy artykul na pobandzie :D
-
30.07.08, 13:55
TEST IQChcesz wspomóc statystycznie swój kraj? Dowiedz się jaki masz iloraz inteligencji. Wejdź na: w-w-w-.-i-q-t-e-s-t-.-c-o-m-.-p-l (pousuwaj pauzy)
-
14.02.09, 06:52
dnvfdck9SMCKk rdpofathteja, [url=http://cpidnvjtotsw.com/]cpidnvjtotsw[/url], [link=http://rcqgmtfhptwt.com/]rcqgmtfhptwt[/link], rgwiljfsaiqn.com/
-
17.04.09, 16:55
vEMJkqykq6HMN9u fdzkrcztexsg, [url=http://glhnmbazljdc.com/]glhnmbazljdc[/url], [link=http://caluyumwmhoc.com/]caluyumwmhoc[/link], owijtvyzieno.com/
-
21.04.10, 14:04
rNwhiyeOwiHvYxhBQhCP7A bddljllqwpni, [url=http://wyfxqnaajrzq.com/]wyfxqnaajrzq[/url], [link=http://kmfztjixndqz.com/]kmfztjixndqz[/link], vopvmklwdhwb.com/


























Dodaj swój komentarz: