Złemu pływakowi kostium w wodzie mrowi?
Fot. Kuba Atys / AG
Otylia Jędrzejczak kolokwialnie mówiąc ''dała ciała'' w pierwszym dniu swoich startów olimpijskich, nie kwalifikując się nawet do półfinału na 100m stylem motylkowym. Nie wiemy, na ile to wina głowy naszej pływaczki, a na ile całej reszty tego ciała zaatakowanego przez agresywne stringi. Wiemy za to na pewno, że reprezentantkę Polski już od lat prześladują złośliwe i irytujące stroje.
Epopeja zaczyna się w 2005 roku, kiedy nasza pływaczka na basenach pojawiała się w prześwitującym kostiumie, w jakim w ''Playboyu'' przyjęto by ją z otwartymi ramionami. Stroje, które dostarczono polskiej reprezentacji spowodowały nagły wzrost zainteresowania zawodami u męskiej części kibiców, której spodobały się znacznie bardziej niż Otylii. Wyglądały tak:

Dwa lata później, na mistrzostwach świata w Melbourne nie było dużo lepiej. Jędrzejczak zdecydowała się zapłacić 2000 euro kary, żeby wystartować w sprzęcie firmy Arena, ale i ten jej nie satysfakcjonował. Oti dała nawet upust swojej frustracji, kiedy zamiast cieszyć się ze srebrnego medalu na 400 m stylem dowolny, klęła nie tylko pod nosem: ''Te stroje są do d...''. Podobno właśnie owa część ciała niespecjalnie się w nich mieściła. Może jednak to nie stroje były za małe, a nasza pływaczka zbyt... niekompatybilna rozmiarowo.
Potem zaczął się już cyrk. Przed Igrzyskami Jędrzejczak testowała nową, rewelacyjną ponoć ''skórę rekina'' czyli LZR firmy Speedo (nie odpowiadała jej) oraz nową Arenę (było jej w niej niewygodnie). Najnowsze Diany przepuszczały z kolei wodę, więc Otylia ostatecznie płynęła wczoraj w starym modelu tej firmy, którego używała podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy w Debreczynie. Wychodzi więc na to, że na naszej planecie nie ma stroju, który zadowoliłby Otylię (albo jest on bardzo dobrze ukryty). Może więc powinna pójść na logikę i uznać, że jeśli żaden strój jej nie pasuje, to trzeba pływać nago. Ewentualne zdjęcia, jeśli kiedykolwiek się trafią - na PoBandzie.


























