Z cyklu "Kobiety, Knajpy i Kokaina": Eric Cantona
Kontynuując KKK-owski minicykl o enfant terribles brytyjskiej piłki, nie mogło u nas zabraknąć jednej z największych legend kopanki na Wyspach - Erica Cantony. Jedynej dobrej rzeczy, która kiedykolwiek powstała we Francji obok Citroenów. No dobrze, jedynej dobrej rzeczy, która kiedykolwiek powstała we Francji.
Urodzony 24 maja 1966 Cantona karierę zaczynał w Auxerre, gdzie w 1983 roku zadebiutował w pierwszej jedenastce. Jednak już rok później sam wyautował się na cały sezon, wbijając się w wojskowe kamasze. Po powrocie do futbolu szło mu całkiem nieźle (oby naszym tak kiedykolwiek szło) - zdobył dla Auxerre 23 bramki w ciągu dwóch lat i był członkiem zwycięskiej w Mistrzostwach Europy kadry do lat 21. Nie liczący się specjalnie z wydatkami, nikim i niczym innym Bernard Tapie, prezes Olympique Marsylia, ściągnął go więc do swojej drużyny, gdzie Cantona miał być filarem nowej europejskiej futbolowej potęgi. Niestety znany już wcześniej ze swojej krnąbrności piłkarz niemal od razu zaczął sprawiać problemy wychowawcze. W telewizyjnym wywiadzie obraził trenera seniorskiej kadry Henriego Michela i został wyłączony z gry w reprezentacji. Parę miesięcy później klub zawiesił go na miesiąc, po tym jak zdjęty z boiska w czasie sparingu z Torpedo Moskwa Eric zdarł z siebie i rzucił na rzucił na murawę marsylską koszulkę. W Olympique zaczęto mieć go powoli dość i zrzucono cantonowy problem najpierw na pół roku na barki Bordeaux, później na rok drużyny Montpellier. W tej drugiej Cantona zdążył pobić się z kolegą z drużyny, Jean Claudem Lemoultem, rzucając go wreszcie w twarz korkami. Połowa zespołu zaczęła domagać się wyrzucenia z drużyny młodego psychopaty, na całe szczęście Laurent Blanc i Carlos Valderrama wstawili się za Erikiem i wraz z resztą montpellierskiej ekipy udało mu się zdobyć Puchar Francji.
W ciągu półtorarocznych wypożyczeń w 44 spotkaniach Cantona strzelił 16 bramek i piłkarscy włodarze z Marsylii uznali, że w końcu to oni powinni zacząć czerpać profity z gry swojego niezrównoważonego talentu. W portowym mieście jednak, wśród nieustannych kłótni z prezesem Tapie i nowym trenerem drużyny, Eric zagrał tylko pół sezonu, po czym wytransferowano go do półkelnerskiej drużyny Nimes. W grudniu 91 roku niezadowolony z jednej z sędziowskich decyzji Cantona rzucił arbitra piłką i Francuska Federacja Piłkarska zawiesiła go na miesiąc. Gdy stawił się na przesłuchaniu komisji dyscyplinarnej, piłkarz po kolei podszedł do każdego z jej członków, nazywając go ''idiotą'', co dwukrotnie wydłużyło okres zawieszenia. Wściekły, postanowił w grudniu 1991 roku, w wieku 25 lat zakończyć karierę. Wszyscy piłkarscy obserwatorzy tylko kiwali ze zrozumieniem głowami - Eric Cantona, idiota, psychol, niedorozwinięty talent, futbolowy trędowaty, nikt nie będzie za nim płakał. Sam zawodnik twierdził, że jest honorowy i charyzmatyczny, za jego plecami szeptano, że jest po prostu idiotą, który piłkarsko skończył się, zanim tak naprawdę się zaczął. Przypominano jego zawieszenia liczniejsze niż potomstwo Garrinchy, wybryki, skandali i szatniane pyskówki z kolejnymi szkoleniowcami. Opinie, plotki i pogłoski o Cantonie krążyły po francuskich wsiach i miastach z siłą Corega Tabs, urastając do historii wręcz nieprawdopodobnych. Niewiele brakowało, a zaczęto by mówić, że nie kupuje on jedzenia w sklepach, tylko je rabuje, mordując po drodze obsługę i że podpala kościoły, a małych, niewinnych fanów Paris Saint Germain wcina żywcem i razem z butami na krwawą kolację.
I cała historia skończyłaby się przedwczesną zawodniczą emeryturą Erica, gdyby nie Michel Platini i Gerard Houllier. Ten pierwszy namówił go do powrotu do piłki, ten drugi wskazał Wyspy jako najlepszy kierunek spożytkowania jego piłkarskiej agresji.
Wracając na łono Mateczki Futbolu, Cantona dołączył do Leeds United, z którym zdołał jeszcze wywalczyć mistrzostwo Anglii w sezonie 1991-92. W meczu o Tarczę Dobroczynności, wygranym przez swój nowy zespół 4:3 zaaplikował 3 bramki Liverpoolowi, jednak zanim stał się Bogiem fanów Leeds, zdążył przejść za milion funtów do Manchesteru United. I czegokolwiek sir Alex Ferguson nie uczyniłby jeszcze w swojej trenerskiej karierze, jakichkolwiek inwestycji by nie poczynił prywatnie, był to z pewnością najlepiej wydany milion w jego życiu.
Cantona tchnął w United nowego ducha. Był wojownikiem, fajterem, liderem całego teamu. Nie tylko silnym i o świetnych warunkach fizycznych, ale też błyskotliwym technicznie. Fani daliby się za niego pokroić tępymi piłkarskimi korkami już od pierwszych chwil, gdy ujrzeli go w barwach manchesterskiej drużyny. W pierwszym sezonie z niepokornym Francuzem w składzie ''Czerwone Diabły'' zdobyły mistrzostwo Anglii, powtarzając ten wyczyn także rok później, kiedy dodatkowo wygrali FA Cup. 25 stycznia 1995 jednak niespokojny duch Cantony dał o sobie ponownie znać i to w taki sposób, że znów w futbolowym światku zaczęto zastanawiać się nad ewentualnym egzorcyzmowaniem zawodnika. W czasie meczu z Crystal Palace Francuz najpierw został wyrzucony z boiska (kopnął złośliwie Richarda Shawa), a potem, schodząc z murawy, ciosem kung-fu dopadł kibica Palace niejakiego Matthew Simmonsa. Na zwołanej po zdarzeniu konferencji prasowej Cantona wolno, lejącym mu się niemal z ust flegmatycznym tonem powiedział tylko ''Gdy mewy podążają za kutrem, czynią tak, ponieważ myślą, że sardynki będą wrzucane do morza'', po czym wstał i wyszedł zostawiając za plecami skonfundowany tłum przybyłych dziennikarzy. ''Kiedy Francuz mówi o mewach, kutrach i sardynkach, ogłasza się go filozofem. Ja byłbym nazwany karłowatym szkockim durniem, który gada bzdury'' - podsumował wtedy Gordon Strachan, obecny trener Celtiku Glasgow.
Za napaść na Simmonsa Francuz został skazany na 120 godzin robót publicznych, a Brytyjska Federacja Piłkarska zawiesiła go aż do października. Z wyraźnym brakiem jakiegokolwiek elementu ''cantonowatości'' w składzie, Manchester nie obronił tytułu, tracąc go na rzecz piłkarskich pariasów z Blackburn.
Po powrocie do zawodowej piłki 1 października 1995 roku, nieograny Cantona zmagał się z formą i swoim tyjącym francuskim cielskiem mniej więcej do świąt Bożego Narodzenia. Później jednak stał się kluczową postacią drużyny United odzyskującej tytuł mistrzowski. W tym czasie został też pierwszym cudzoziemcem, który jako kapitan wzniósł nad głowę FA Cup, choć niektórzy bali się, że może próbować go ukraść lub kogoś nim rzucić. W następnym sezonie pod wodzą ubóstwianego na Old Trafford ''Króla Eryka'' Manchester obronił mistrzostwo. Wszyscy rozpływali się nad grą i sposobem kierowania drużyną przez Francuza. ''Oddałbym całego wypitego w życiu szampana, żeby móc zagrać razem z nim w ważnym, europejskim meczu'' - twierdził George Best, inna legenda MU, przy czym należy pamiętać, że mowa tu o ilościach idących w kontenery i tiry, nie butelki. ''Po co komu Pele, gdy ma się Cantonę'' - entuzjazmował się komentator Martin Taylor. ''Jestem Bogiem'' - potwierdzał ''Król Eryk'' i ku zaskoczeniu wszystkich postanowił w wieku 30 lat definitywnie zakończyć piłkarską karierę.
Cantona jest dożywotnim herosem Manchesteru United, w 2001 roku wybrany został ich najlepszym zawodnikiem w historii, cztery lata później kibice obwołali go najlepszym graczem w dziejach ligi angielskiej. Co dziwne, nigdy nie udało mu się osiągnąć niczego z kadrą, która nie zakwalifikowała się na mundiale 90 i 94, a na Mistrzostwach Europy w Szwecji w 1992 nie wygrała żadnego meczu. Po incydencie z kibicem Crystal Palace, Eric już nigdy nie zagrał w reprezentacji, występując w niej do tamtego momentu 45 razy i strzelając 20 bramek. Po przygodzie piłkarskiej na murawie, Cantona zainteresował się grą na piasku - najpierw był kapitanem francuskiej kadry ''plażówki'', obecnie jest zaś jej trenerem.
A oto czemu starszym fanom MU na dźwięk nazwiska ''Cantona'' wciąż kręci się łezka w oku:
Komentarze:
-
22.09.08, 17:36
SPRAWDŹ SWOJE IQCzy wiesz że IQ Nicole Kidman oszacowano na 132, Shakiry na 140, Sharon Stone na 154, Przemka Salety na 102 a Dody na 156. A ty wiesz jakie masz IQ. Na poziomie Sharon Stone czy może Przemka Salety. Nie wiesz? Sprawdź się : www.testiq.info
-
23.09.08, 10:15
karkufka"rzucając go wreszcie w twarz korkami" ????? WTF ???
-
23.09.08, 11:11
/assnic tu nie było o kobietach knajpach ani o kokainie?!
-
23.09.08, 20:24
:Przuca się czymś W kogoś. oj pobandziarze, coś braki w gramatyce wychodzą ;)
-
26.10.08, 19:38
dzudzakPrawie jak ja
-
21.04.10, 15:59
bSZlBtbrilLiTKUuttqI zqhwtqvlogcp, [url=http://cwbocuectktx.com/]cwbocuectktx[/url], [link=http://xijavxolyuvx.com/]xijavxolyuvx[/link], rgvncccbclnl.com/
-
25.11.10, 14:24
nqrqjkEyE1Ps xloqaoxkmszh, [url=http://vfxkltrkqoin.com/]vfxkltrkqoin[/url], [link=http://kzjrszsyiuso.com/]kzjrszsyiuso[/link], qbmpvkrsbveb.com/


























Dodaj swój komentarz: