GETTY IMAGES/Clive Rose
Uwielbiam sportowe powroty, jednak zawsze boję się, że skończą się na Kill'em All jak jeden z tych. Tym razem jednak jestem zupełnie spokojny i pewny, że wszystko potoczy się dobrze. Po roku przerwy do roboty wzięła się bowiem Hiszpanka Ana Arce - fotograf i curlerka dla niepoznaki reprezentująca Andorę. To zaś oznacza, że po raz trzeci świat dostanie kalendarz z roznegliżowanymi pannami uganiającymi się z miotłą za czajnikami.
Kiedy w grę wchodzą kalendarze nikt na PoBandzie nie przejmuje się tym, że na fotach są cheerleaderki znienawidzonego zespołu albo zawodniczki uprawiające coś, co według wielu w programie Igrzysk najprawdopodobniej znalazło się w wyniku jakiegoś durnego zakładu. Po prostu darowanym nagim laskom w CV się nie zagląda. Curlerki swe wdzięki będą prezentowały już po raz trzeci. Pierwszy raz Arce obfotografowała koleżanki po fachu z okazji Igrzysk w Turynie, a rok później kontynuowała tę nową, piękną tradycję. Potem jednak sobie odpuściła i rok 2008 musiał obyć się bez miesięcy ozdobionymi fotami zawodniczek z miotłami. Teraz jednak pomysł wraca, a blog The Curling News podaje, że prócz zaznaczonych najważniejszych curlnigowych imprez w Women of Curling 2009 znajdziecie trzynaście zawodniczek z całego świata- w tym Polkę. Oto tegoroczne bohaterki:
Katarzyna Selwant (Polska)
Claudia Toth (Austria)
Karina Toth (Austria)
Kim Brewster (Szkocja)
Linn Githmark (Norwegia)

oraz Anna Hartelt (Niemcy), Sonia Dibona (Włochy). Christine Keshen (Kanada), Daniela Jentsch (Niemcy), Camilla Jensen (Dania), Fabienne Fuerbringer (Szwajcaria) i Chrissy Cadorin (Kanada). Kalendarz za jedyne 34.95 dolców kanadyjskich (czyli jakieś 75 zł) zamówić możecie tutaj. O tym, że warto powinny przekonać Was efekty poprzednich sesji Any Arce z curlerami.
bazyl


























