Z cyklu "Kobiety, Knajpy i Kokaina": Diego Armando Maradona
Fot. Moises Castillo AP
Niemożliwe ciałem się stało - legendarny Diego Maradona zostanie od grudnia tego roku nowym trenerem kadry Argentyny. Tym samym nadchodzi wspaniała okazja, by uhonorować go kolejnym odcinkiem mojego cyklu, tym bardziej, że gościł tu już wcześniej jego najlepszy kumpel. Choć dla ''boskiego Diego'' należałoby chyba zmienić rozwinięcie skrótu KKK na ''Kokaina, kokaina i kokaina''.
48 lat temu, 30 października 1960 roku (sto lat, sto lat!) w pobliżu argentyńskiego miasta Lanus zauważono wiązkę dziwnego światła z nieba, krowy zaczęły śpiewać szanty, a na ziemię padał biały proszek - w rodzinie Maradona na świat przyszło czwarte dziecko. Mały, gruby chłopczyk ze świetnym dryblingiem - Diego Armando.
Już kiedy miał 11 lat jego talent do boiskowego poniżania przeciwników dostrzegli skauci klubu Argentinos Juniors. Kiedy jego koledzy z ubogich przedmieść Buenos Aires, gdzie przeprowadziła się cała rodzina, zajmowali się poważnymi sprawami, jak wąchanie kleju czy zabawy z koleżankami za garażem, Diego zaczynał już profesjonalnie grać w piłkę. Dziesięć dni przed swoimi szesnastymi urodzinami zadebiutował w lidze argentyńskiej. W ciągu pięciu lat strzelił dla Argentinos 115 bramek, dwa ostatnie sezony kończąc jako król strzelców swojego kraju. Musiało to wzbudzić zainteresowanie poważniejszej firmy i 20-letni Maradona, zamiast przez IBM czy General Motors, został zatrudniony przez słynnych Boca Juniors. Z nimi wygrał jeden z dwóch argentyńskich turniejów mistrzowskich - Metropolitano, strzelił też dla Boca 28 bramek w 40 spotkaniach, a jego status ze ''zdolnego młodzika'' wzrósł do ''supergwiazdy''. Jako że reprezentacja Argentyny nigdy nie miała niewidomego jako selekcjonera, Diego nie miał wyjścia i musiał załapać się do kadry na mundial 1982, na którym Albicelestes bronić mieli tytułu mistrzowskiego. Na turnieju wystąpił we wszystkich pięciu meczach drużyny Cesara Luisa Menottiego, a naszym bratankom Węgrom wbił nawet dwie bramki. Nawet on nie mógł jednak zapobiec porażkom swojej reprezentacji w drugiej rundzie z Brazylią i Włochami.
Po mundialu, który, jak to zwykle bywa, na trybunach obserwowało więcej skautów i działaczy niż kibiców, FC Barcelona zdecydowała się wyłożyć za karłowatego pomocnika z niesamowitym dryblingiem i przyspieszeniem rekordową sumę 5 milionów funtów. Może i dziś wydaje się ona śmieszna, ale w szalonych latach 80-tych można sobie było za to skompletować całą porządną linię defensywną. Dwuletni pobyt Maradony w Katalonii wzbudził u wszystkich obserwatorów futbolu mieszane uczucia. Z jednej strony Argentyńczyk czarował na boisku, zdobywając 34 bramki w 52 meczach, z czego aż osiem trafień w siedmiu spotkaniach europejskich pucharów. Z drugiej jednak strony jego pobyt w Hiszpanii naznaczony był kłótniami z prezesem Barcy, Nunezem, agresywnymi wypowiedziami pod adresem władz klubu i pogrążaniem się w nałogach. Diego nie żałował sobie alkoholu pod każdą postacią, co spowodowało, że Duma Katalonii musiała wpisać go na listę kontuzjowanych z powodu... zapalenia wątroby, którego się nabawił. W Barcelonie Maradona został też przedstawiony Koleżance Kokainie, z którą zawarł bliższą i, jak miało się okazać, wieloletnią znajomość. Żywiołowości pomocnika na boisku odpowiadała jego żywiołowość na imprezowych parkietach, a jako że prezes Barcy miał oto pretensje, wściekły Diego zażądał transferu. Będąc już zagorzałym kokainistą, nie mógł bardziej przyklasnąć innej ofercie niż tej z SSC Napoli, gdzie narkotyków miał po czubek nosa.
W Neapolu Maradona do dziś jest uznawany za boga, który zstąpił z przestworzy, by wprowadzić Napoli na europejskie salony. Choć w ciągu siedmiu sezonów w Serie A wciągnął więcej kokainy niż jest śniegu na Mont Blanc, w 258 spotkaniach dla SSC trafił do siatki aż 115 razy. W tym czasie doprowadził też klub do największych sukcesów - dwóch jedynych mistrzostw w historii (1987 i 1990), dwóch wicemistrzostw (1988 i 1989), zdobycia Pucharu Włoch (1987), Superpucharu Włoch (1991) i Pucharu UEFA (1989). Jego legendę przypieczętował mundial 1986, na którym Argentyna nie tylko zdobyła mistrzostwo globu, ale sam Diego zaliczył 5 asyst i 5 bramek. W tym, w słynnym ćwierćfinałowym pojedynku z Anglią (2:1), jedną strzeloną perfidnie ręką (na konferencji prasowej powiedział, że była to ''Ręka Boga''),
drugą zaś po fenomenalnej akcji, w której Anglicy zastanawiali się, czemu ten argentyński karzeł porusza się po boisku w sportowym samochodzie.
Tego drugiego gola określa się często jako ''Bramkę stulecia'', a sam mecz z Anglikami jest znakomitą metaforą całej kariery ''boskiego Diego'', w której piłkarski geniusz splatał się z ludzką małością.
Z Napoli odchodził w niesławie w roku 1992. Uwikłany w kilka romansów, oskarżany o pozostawienie we Włoszech nieślubnego syna (do którego przyznał się po latach), o bliskie, przyjacielskie kontakty z mafią i po 15-miesięcznym zawieszeniu za nadużywanie kokainy. Dodatkowo uznawał widać, że włoski urząd podatkowy jest bardzo ''user friendly'' i nazywając się Maradona nie musi im odpalać doli ze swoich zarobków - do dziś jest im dłużny ponad 36 milionów euro. Po futbolowej przygodzie na Półwyspie Apenińskim, Diego przygarnęła jeszcze Sevilla, potem argentyńskie Newell`s Old Boys i Boca Juniors, wszędzie jednak ćpający i gruby Maradona był tylko cieniem dawnego siebie. Zamiast strzelania bramek wolał strzelać z wiatrówki do nachodzących go fotoreporterów, a w wolnym czasie obnosił się ze swoją miłością do kubańskiego reżimu, tatuując sobie na prawym ramieniu Che Guevarę, a na nodze Fidela Castro, z którym zresztą po dziś dzień łączy go przyjaźń. Dzięki gościnności swojego kumpla Maradona mieszkał nawet na ''wyspie jak wulkan gorącej'' między 2002 a 2005 rokiem. Po tym jak z hukiem wyleciał z mundialu 94, kiedy w jego organizmie wykryto efedrynę, tułał się też Diego wielokrotnie po szwajcarskich i kubańskich klinikach odwykowych, zawsze jednak miłość do kokainy zwyciężała. Kiedy nie ćpał, to jadł, rozrastając się do monstrualnych rozmiarów, aż musiał poddać się operacji zmniejszenia żołądka. Chwilę przed nią wyglądał bowiem tak, że ciężko byłoby obstawić rezultat wyścigu pomiędzy Maradoną a zlodowaceniem. Używkowy styl życia doprowadził go do poważnych problemów ze zdrowiem - w 2004 roku pukał już do wrót Valhalli w związku z atakiem serca po przedawkowaniu koksu, trzy lata później hospitalizowano go ponownie z powodu efektów nadużywania alkoholu, bo nabawił się znowu zapalenia wątroby. To chyba dało mu nieco do myślenia, bo od tego czasu Diego wygląda jak najbardziej normalnie i twierdzi, że jest od długiego już czasu czysty. Czy jego przygoda z argentyńską kadrą będzie powrotem jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego piłkarza wszech czasów, do wielkiej piłki? Nie wiadomo. Z całą pewnością jednak nie będzie jednak lepszej okazji, by Maradona udowodnił całemu światu, że wielki był nie tylko dryblując futbolówką na prostokącie murawy.
Komentarze:
-
31.10.08, 07:15
TEST IQInteresuje Cię, jak wysokie masz IQ? Zmierz swoje IQ w wysokojakościowym teście. Rozpocznij Test IQ >> www.iqtest24.pl
-
31.10.08, 09:20
TEST AJ-KIUInteresuje Cię, czy masz iQ większe od tego spamera? Zmierz swoje IQ w nikomu niepotrzebnym teście. Rozpocznij Test IQ >> www.testy-na-iq-to-glupota.pl
-
31.10.08, 22:35
lolnie nerwuj się tal, bo ci żyłka pnie, bo to coś na górze to jest napisane przez bota a nie człowieka
-
01.11.08, 10:19
gienekbardzo przyjemny artykul, wiecej takich ;p
-
25.11.10, 14:26
gezunmtsaXzJl zmupwkktyhfd, [url=http://vjpyileerimf.com/]vjpyileerimf[/url], [link=http://piqrzfqqsgkf.com/]piqrzfqqsgkf[/link], syplchulnamr.com/
-
10.12.10, 00:08
tqzpvpldtnygETjgd muruwclswjsi, [url=http://smugeoovmnbe.com/]smugeoovmnbe[/url], [link=http://bbsazzqdbgit.com/]bbsazzqdbgit[/link], tbgpquoifxux.com/


























Dodaj swój komentarz: